WALKING DESK – Jak spalić 1000 kcal podczas pracy biurowej i pozbyć się bólu pleców?

Czy wiesz jaka jest najbardziej naturalna pozycja dla człowieka? Niestety nie jest to ani leżenie ani siedzenie. Nie jest to też postawa stojąca. Homo sapiens został stworzony do ruchu! Tylko trochę nam się w pewnym momencie ewolucja posypała…

Statystycznie siedzimy 7 godzin dziennie. Słowo „statystycznie” oznacz, że wiele osób siedzi znacznie dłużej. I zanim przedstawię Ci kuszącą alternatywę, oto kilka mrożących krew w żyłach faktów:

  • siedząc w pozycji wyprostowanej o 40% bardziej obciążasz swój kręgosłup niż gdy stoisz; 
  • gdy pochylasz się do przodu (np. pisząc przy biurku) obciążenie wzrasta o 85 do 175%;
  • jeśli siedzisz powyżej 10 godzin dziennie o 29% wzrasta u Ciebie ryzyko przedwczesnej śmierci, a o 48% wzrasta ryzyko zespołu metabolicznego (cukrzyca, nadciśnienie, otyłość);
  • długotrwałe siedzenie negatywnie wpływa na Twoje oddychanie, trawienie, pracę umysłową, zaangażowanie i skupienie;
  • fizjologia wpływa na psychologię – bezruch pogarsza Twoje samopoczucie;
  • 😲😧😱

Palenie XXI wieku

Sama widzisz, że nie bez przyczyny siedzenie nazwane zostało nowym paleniem. Niesamowita jest ta nasza mentalność, bo gdzie się nie ruszysz, to trzeba usiąść na czterech literach. W pracy, w szkole, w samochodzie, w środkach komunikacji, w poczekalni, w teatrze, w kinie, w kościele. A jak już wracasz do domu zmęczona po całym dniu to… siadasz przed telewizorem (żartuję przecież – nie Ty, inni siadają). Pamiętam jak w Warszawie na Białołęce miałam swoją trasę na bieganie do lasu. Powstawały wokół nowe zabudowania, miasto się w końcu rozrasta, ale las na szczęście został. I tak pewnego dnia biegnę, patrzę… coś się zmieniło! No tak, wzdłuż ścieżki do lasu postawili piękne, nowe ławki. Żebym się mogła zatrzymać nim zdążę się porządnie zmęczyć i usiadła choć na chwilę. Jak na normalnego człowieka przystało. Oczywiście możesz powiedzieć, że przesadzam, ale ja obserwuję w naszym społeczeństwie nowe zjawisko – Dotkliwe Uciemiężenie Postawą Adaptacyjną. I coś mi się wydaje, że wcale nam to na zdrowie nie wychodzi.

Alternatywa – walking desk

Gdy przestałam pracować jako szkoleniowiec i instruktor fitness, a przerzuciłam się w dużej mierze na prowadzenie firmy i udzielanie konsultacji dietetycznych zza biurka, naprawdę DUPA dało mi się we znaki (dobrze odmieniłam – to skrót od tego uciemiężenia 😉). A jak mi ciężko było usiedzieć tyle na miejscu! Czułam, że nie jestem stworzona do takiej pracy. Mimo, że naprawdę praca jest moją pasją, to nie chciałam tego robić w takim sposób. Zaczęłam szukać i… voila! Walking desk. OK, trwało to kilka lat, ale jak przeczytałam o idei walking desk, po prostu musiałam spróbować.

Być może uznasz, że jestem freakiem. Pewnie tak, ale dobrze mi z tym. Nie miałam na początku nawet odpowiedniego biurka, ale pudła sprawdziły się rewelacyjnie. Zastanawiałam się też, czy będę potrafiła się skupić na pracy. Przeczytałam, że mózg po kilku dniach „chodzenia” przestawia się i nie ma większych problemów z koncentracją. I dokładnie tak u mnie było. Po tygodniu już nie odczuwałam żadnej różnicy, chyba że przychodzi do pisania odręcznie – wtedy rzeczywiście schodzę z bieżni. Ale pisanie na klawiaturze, rozmowy telefoniczne, czytanie, odpisywanie na maile, układanie jadłospisów, edytowanie filmów… rewelacja! Oczywiście po tygodniu nogi mi do… tyłka właziły, ale potem nabrały mocy.

Czy zawsze chce mi się chodzić? Jasne, że nie. Dlatego pierwszą rzeczą jaką robię wchodząc do biura jest ubranie wygodnych butów do biegania i odpalenie bieżni. Dzięki temu przestałam się zastanawiać czy mi się chce, a zawsze rano są jakieś maile do ogarnięcia. A potem nawet nie wiem, kiedy tych kilka kilometrów przeszłam!

Jaką bieżnię wybrać?

Polecam Ci taką bez ramy, bo łatwiej wsuniesz ją pod biurko. Nie polecam natomiast tych, które teoretycznie „intuicyjnie dopasowują prędkość do twojego kroku” – kupiłam raz taki egzemplarz i odesłałam. Teraz mam bieżnię, której prędkość reguluję z poziomu aplikacji w telefonie lub pilotem. Wydatek rzędu ok. 2 tysięcy zł. – jedne z lepiej wydanych pieniędzy w moim życiu! Nie potrzebujesz zawrotnych prędkości, więc nie musisz przepłacać za bieżnię z kilkunastoma biegami. Ja robię średnio 6 km na godzinę, czyli taki szybki marsz, ale niektórzy wolą chodzić wolniej i wtedy lepiej im się pracuje. To nie ma większego znaczenia – ważne, że jesteś w ruchu, czyli najbardziej naturalnej pozycji dla Twojego ciała! Spalasz pomiędzy 200 a 400 kcal na godzinę, dlatego jak widzisz całkiem łatwo podczas pracy dobić 1000 kcal. Oczywiście przerwy są wskazane. Ja zazwyczaj przesiadam się na fotel i maszeruję na zmianę, bo jednak 6 czy 8 godzin szybkiego marszu to trochę za dużo przy dodatkowym wysiłku umysłowym. 🙂

Ale ja pracuję w biurze… z ludźmi!

Wiem, walking desk jest ekstremalnym rozwiązaniem i nie każdy może sobie pozwolić na takie warunki pracy. Polecam Ci w takim wypadku standing desk – biurko stojące nie jest aż tak trudne do ogarnięcia (czasem wystarczą dwa pudełka jedno na drugim). Badania w USA pokazały, że produktywność pracowników biurowych wzrastała w firmach nawet o 50% – to powinno dać do myślenia pracodawcom! Inwestycja w pracownika jest najlepszą inwestycją. Poza tym spełnianie standardów ergonomii pracy, to obowiązek każdego pracodawcy, choć w Polsce ten temat jeszcze kuleje… Jeśli natomiast masz własną firmę i możesz sobie pozwolić na walking desk, to polecam – zainwestuj w siebie i w swoje zdrowie, bo bez tego ciężko o efektywność, dobre wyniki i satysfakcję. Poza tym uwierz mi – odkąd wróciłam do ruchu w pracy (mimo, że przed komputerem) – nie pamiętam, co to ból pleców.

A jeśli nie możesz sobie pozwolić ani na biurko stojące ani na bieżnię, to chociaż podnieś się z krzesła co godzinę na parę minut – to nie jest strata czasu. To wsparcie Twojej kreatywności, produktywności, samopoczucia i zdrowia!

Podobne posty:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *